Rugby na wózkach to sport dla tetraplegików, czyli osób z niedowładem rąk i nóg. W odróżnieniu od koszykówki, która jest jednym z najpopularniejszych dyscyplin wśród niepełnosprawnych, w rugby mogą grać osoby z dużym stopniem inwalidztwa. - W zależności od stopnia niepełnosprawności, poszczególnym graczom przyznawane są punkty. Każdy zawodnik otrzymuje od 0,5 do 3,5 punktu. Na parkiecie może przebywać jednocześnie czterech zawodników, a łączna suma ich punktów nie może przekroczyć ośmiu – tłumaczy Olechowski.
Punkty decydujące o wyniku meczu zdobywa zespół, którego zawodnik posiadający piłkę, przekroczy linię bramkową przeciwnika. Aby to zrobić, musi przedrzeć się przez atakujących go obrońców. Po zdobytej bramce drużyna rozpoczyna grę wybijając piłkę zza linii końcowej własnej połowy boiska. Potem, zawodnicy mają piętnaście sekund na to, by przedostać się na połowę przeciwnika. Tam drużyna atakująca może do woli utrzymywać się przy piłce. Co dziesięć sekund trzeba ją jednak odbić od parkietu, lub podać koledze. Co prawda kontakt cielesny jest w tej grze zabroniony i karany minutowymi wykluczeniami, zawodnicy mogą jednak uderzać w przeciwników wózkami. Te są specjalnie przygotowane i odporne na mocniejsze ataki.
- Wózki są produkowane na zamówienie, specjalnie pod zawodnika. To jednak droga sprawa, bo taki sprzęt kosztuje około 14 tysięcy złotych – mówi Adam Olechowski. – Nie finansuje tego Narodowy Fundusz Zdrowia, ani Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Część wózków zawodnicy dostali z Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, resztę zorganizowali we własnym zakresie. Można także samemu przerobić zwykły wózek, ale nadaje się on głównie do treningów.
Świeżak i reszta W lubelskiej drużynie trenuje dziewięciu zawodników w wieku od 17 do 49 lat. Najmłodszy z nich, Daniel Chmiel rozpoczął treningi pół roku temu. Koledzy mówią o nim „świeżak”. – Dopiero się uczę. Byłem na obozie rehabilitacyjnym i wtedy koledzy namówili mnie na rugby. Teraz chyba żałują – śmieje się. Artur Jurek gra w rugby z przerwami od dziesięciu lat. – Oprócz strony fizycznej, wspomaga to także psychikę – mówi. – Dzięki temu nawiązujemy kontakty, dużo wyjeżdżamy. To także forma zabawy. - To najlepszy sport dla mnie. Siłowy, wymagający i podnoszący kondycję – uważa Mirosław Abramek. Na wózku jeździ od 13 lat, podobnie jak większość kolegów w wyniku skoku do zbyt płytkiej wody. W rugby gra sześć lat. Wcześniej na treningi jeździł aż do Rzeszowa. – Gdy tylko ta dyscyplina pojawiła się w Lublinie, od razu się przyłączyłem. Szkoda, że trenujemy tylko raz w tygodniu – mówi Abramek.
Trener z zapałem Adam Olechowski problemami osób niepełnosprawnych zaczął interesować się kilkanaście lat temu. – W 1982 roku mój brat miał wypadek, od tamtej pory jeździ na wózku. Przez osiem lat leżał w domu i nic nie robił. Wtedy aktywna rehabilitacja jeszcze nie była tak popularna jak dzisiaj – opowiada. – W 1988 roku przyszło to do nas ze Skandynawii. Szwedzi pokazali Polakom, że będąc niepełnosprawnym można normalnie żyć i wykonywać wszystkie czynności np. wyjść po zakupy, prowadzić samochód, studiować, pracować itd. Zacząłem pomagać bratu.
I nie tylko bratu. Olechowski jeździł na obozy rehabilitacyjne z niepełnosprawnymi. Ile ich było – nie jest w stanie zliczyć. – Mam wielu wychowanków. Niemal w każdym miejscu mam kogoś, kogo mogę odwiedzić – przyznaje. – To jest forma ratunku dla tych osób, najlepszy sposób, żeby nie siedzieli w domu.
Jak przyznaje, największą satysfakcję ma wtedy, kiedy jego podopieczni kontynuują rehabilitację. – To dla mnie najlepsza zapłata za to, co robię – podkreśla. – Nie jest jednak łatwo, bo trzeba pokonać barierę psychologiczną. Niektórzy już po dwóch, trzech spotkaniach dają się przekonać. Są też tacy, którzy nie dają się namówić i nie wychodzą z domu, ewentualnie przy pomocy innych osób. Ale takie jest prawo wyboru.
Sportowa rywalizacja Lubelscy zawodnicy rywalizują w Polskiej Lidze Rugby na Wózkach. W tym sezonie brali już udział w dwóch turniejach ligowych w Radomiu i w Warszawie. W sierpniu wezmą udział w trzecim. Więcej informacji o drużynie można znaleźć na stronie www.bravesnails.neostrada.pl.



Moja grupa na jakimś tam obozie w Zakopanym się tak zwała. Oj fajnie było.