Moje konto

Tatuaż, który ratuje życie

  • 2009-01-18, Aktualizacja: 2009-01-18 16:20

Jeśli zgadzasz się na przeszczep organów, wytatuuj sobie na ramieniu znak nieskończoności. W Lublinie można to zrobić za sto złotych. Transplantolodzy nie do końca popierają tę inicjatywę.

– Zgłaszają się do nas osoby, które chcą mieć znak nieskończoności na ramieniu – mówi Daniel Melaniuk z ze studia tatuażu Slayer Tatoo. – Wykonanie takiego znaku kosztuje 100 złotych.

Pomysł na tatuaż powstał w środowisku artystów z Gdańska.

– Miał być połączeniem formy artystycznej i wyrażenia swojej woli – mówi dr Łukasz Balwicki, koordynator projektu dawca.pl. Portal dawca.pl pomaga zapoznać się z tematyką oddawania organów, krwi czy szpiku kostnego. Każdy użytkownik może również wyrobić sobie specjalną kartę, która oznacza, że zgadza się na oddanie organów. Inaczej jest z tatuażem, który nie jest w jakikolwiek sposób ujęty w prawie. Oznacza to, że jeżeli mamy taki tatuaż, to w przypadku naszej śmierci nie będzie to oznaczało automatycznie akceptacji na oddanie organów. – Nie promujemy tej formy, ponieważ uważamy, że nie jest odpowiednia dla wszystkich. Kartę może wyrobić każdy, z tatuażem jest już inaczej. To właściwie rzecz dla wybranych, jednak nie dyskredytujemy tej formy – mówi Balwicki.

Taki tatuaż zrobił sobie dwa lata temu Łukasz Bednarz.


Zdjęcie jego ramienia można znaleźć na forum motocyklowym. – Jestem zwolennikiem tej akcji. Myślę, że to, że mam ten tatuaż i ludzie go widzą, jest jakimś przyczynkiem do dyskusji. Chętnie opowiadam o idei oddawania organów przez to, że właśnie mam taki znak na ramieniu – mówi Bednarz, wykładowca z Krakowa.

Jarosław Czerwiński z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji jest sceptycznie nastawiony do idei tatuażu.

– Według mnie to złe narzędzie. Po co się okaleczać, przecież jest dużo innych form przekazania informacji o gotowości oddania organów. Poza tym osoba, która zrobiła sobie jakikolwiek tatuaż i tak przez 6 miesięcy nie może oddać organów – mówi Czerwiński.

Podobnego zdania jest ks. Mieczysław Puzewicz, rzecznik lubelskiego arcybiskupa, który rozpoczął akcję dot. oddawania organów.

– Rozprowadziliśmy 60 tys. wniosków o karty informujące dotyczące chęci oddania swoich organów – mówi ks. Puzewicz. – W większości brali je ludzie młodzi. Niektórzy z nich od nas dowiadywali się o takiej możliwości, często pytali o szczegóły. Jeżeli chodzi o tatuaż to uważam, że jest wiele innych form i szkoda, żeby sprowadzać tak ważną rzecz akurat do znaku na skórze.

Komentarze (24)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez POLSKAPRESSE Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

nie twoja sprawa (gość)

elo. eeee ja bym sobie zrobił taki tatuaż bo to całkiem dobry pomysł, tylko co do miejsca się nie zgadzam ponieważ nie każdy chce mieć go na ramieniu.

juch. (gość)

tatuaze. Na lewym nadgarsku mam grupe krwi a na prawym symbol nieskonczonosci. Jesli nie mam owego symbolu na lewym ramieniu to znaczy ze nie jestem dawca organow? Czy ktos sie orientuje?

ineska (gość)

tatoo. a ja mam ochote sobie zrobic takie tatoo ale na nadgarstku i pod spodem grupe krwi:)

Pokaż wszystkie (24)

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij