Chcę przybliżyć tematykę związaną z myśliwymi i polowaniami w naszym kraju. Niedawno ukazała się bardzo ciekawa książka ,,Polowaneczko'' autorstwa Tomasza Matkowskiego ukazująca kulisy łowiectwa. Czy łowiectwo to ochrona zwierząt i kształtowanie środowiska przyrodniczego czy też zabawa i hobby wąskiej grupy osób.
A to co o tej książce znalazłem na stronie: http://independent.pl/wiki/Ksi%C4%85%C5%BCka:%20Tomek%20Matkowski%20-%20Polowaneczko
"Polowaneczko" to wstrząsający reportażu poruszającego kwestię polowań w Polsce. Matkowski odsłania prawdziwy obraz polowań, demaskując jednocześnie anachroniczność zbrodniczego sportu otoczonego kultem tradycji. Książka zawiera m.in. artykuł "Z pamiętnika myśliwego", opublikowany we fragmentach przez "Politykę" oraz rozmowę z Mariuszem Szczygłem, która wywołała burzę kontrowersji wśró zwolenników i przeciwników myślistwa.
Od Autora: Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.
FRAGMENT:
Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.
Wiele osób postronnych nie wie, co tak naprawdę się dzieje na polowaniach, lub ma całkowicie mylne wyobrażenie. Wiele osób sympatyzuje z myśliwymi: „O, patrz, z polowania wracają, jak tam, udało się polowanko? O, jakie ładne pieski!”
I to do nich kierowana jest ta książeczka. Żeby wiedzieli, co się odbywa pod szyldem „darz bór, ognisko, piórko w kapelusiku, bigosik myśliwski, tradycja”.
Myślistwo uważane jest za coś marginalnego. I w pewnym sensie słusznie. Rzeczywiście, myśliwych jest niewielu. Ale efekty ich działalności już takie marginalne nie są. Pamiętam, jak pewien starszy myśliwy wspomniał mimochodem przy kolacji: „Strzeliłem w życiu coś koło pięćset saren…”. Przemnóżmy to przez sto tysięcy myśliwych zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim. Ile wyszło? 50 000 000. Słownie: pięćdziesiąt milionów saren.
Oczywiście nie każdy myśliwy w swoim życiu zabił aż pięćset. Ale przecież ta wypowiedź dotyczyła tylko saren! Jeżeli dodamy inne zwierzęta - dziki, zające, kuropatwy, jelenie, daniele, kaczki, gęsi - to ogólna liczba chyba nie jest zawyżona. Dziesiątki milionów zwierząt zabitych przez jedno tylko pokolenie myśliwych w jednym tylko kraju!
Ta książeczka jest dla normalnych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z masowości tych mordów, i z tego, że za każdą z tych milionów śmierci kryje się strach, cierpienie i agonia stworzenia, którego system nerwowy niewiele się różni od ludzkiego… Za każdą śmiercią kryje się ból - bo nie ma zabójstw „czystych”, to nie bajeczka dla grzecznych dzieci gdzie myśliwy robi „pif, paf!”, a zając posłusznie robi „fajt” i już leży i nic nie czuje.
SZTAFAŻ


alex
polowanie to życie, każdy na coś poluje
autor pokazał nam realia, na które my nie mamy czasu spojrzeć, jesteśmy zabiegani, zagubieni, myślimy o czymś innym ....
Cusik się przestawiło Mario - nie "polowanie to życie", lecz co najwyżej "życie to polowanie". Z tym drugim rozwiązaniem jestem w stanie się zgodzić. Co do pierwszego - polowanie, to śmierć i chyba taki jest jego cel?
Jesteśmy zabiegani, więc nie widzimy np. zawyżania liczby "grasujących" po naszym kraju wilków, które, jak to kiedyś ujęła jakaś dziennikarka: rzucają się na samochody i nie boją się świateł ani klaksonów.
Faktem jest, że myślistwo było, jest i (dopóki żyją zwierzęta) będzie częścią życia. Można wręcz powiedzieć, że dla naszego gatunku jest to tak samo naturalne zjawisko jak wojna.
Problem zaczyna się w momencie, gdy między myśliwym a kłusownikiem można postawić znak równości. Tłumaczenie, że przedstawicieli jakiegoś gatunku jest zbyt dużo i trzeba strzelać czasem jest uzasadnione, a czasem jest to chęć zarobienia - myślistwo dewizowe, przeżycia emocji (np. lepiej strzelać wilka niż zająca), a czasem pochopne wyręczanie natury - na zasadzie: strzelać sarny, bo jest zbyt dużo, następnie strzelać wilki, ponieważ saren jest zbyt mało...
ciężka sprawa..
pozdrawiam!
A czy to prawda ze myśliwy za odstrzelenie sroczych łapek dostaje 15, a za psie uszy 50?