Pik, pik. Ekran starego migającego z częstotliwością 60 herzów monitora zapełnia się zielonym niewyraźnym drukiem, a w tle słychać odgłosy skrzypiącej drukarki igłowej. Nagle z tyłu dobiega krzyk: „Włączamy fazę!”. Śmigło zaczyna się kręcić, a ryk silnika narasta zagłuszając wszystko wokół. Znowu udało się odpalić system, chociaż tym razem trwało to znacznie dłużej niż wczoraj. W konsekwencji uruchomienia mózgu otwieram jedno oko i nagle świadomość sprzedaje mi komunikat pt. „wczoraj piłeś”. Nie przejmuję się tym zbytnio, bo nie jest to jakaś nadzwyczajna i niecodzienna sprawa. Bardziej zastanawia mnie dlaczego w moim pokoju znajduje się stary, drewniany kredens i mały stoliczek z Ikei. Nie żebym miał wątpliwości co do prezencji małych stoliczków z Ikei, ale jestem w stanie stwierdzić, że jeszcze wczoraj owy stoliczek nie istniał w przestrzeni mojego pokoju. Kolejny znak zapytania nad głową rysuje fakt, że telewizor od wczoraj znacznie zmalał, a kolor jego obudowy nie mieści się w pojęciu „srebrny”. Czarny podoba mi się znacznie mniej, dlatego krzywię się i próbuję otworzyć następne oko. Z pijackiego amoku wyrywa mnie drugi komunikat świadomości: „to nie jest twój pokój”. I mimo, że z jednej strony jestem zajęty kontemplowaniem sufitu i ważnymi rozważaniami na temat obiektów znajdujących się w pomieszczeniu to z drugiej strony myślę: całe szczęście, bo jednak wolę srebrny.
Czuję, jak moja rozbiegana świadomość skupia uwagę na każdym przedmiocie, rozważa każdy szczegół, kolor i rozmiar. W tym momencie wiem, że dzisiejszy kac sponsorowany przez browary lubelskie Perła, będzie kacem dosyć wyjątkowym, aczkolwiek znanym mi bardzo dobrze. Mistrz w książce o pięknym tytule „Pod mocnym aniołem” zdołał zdefiniować jego. Spośród większych, mniejszych i różnych jakościowo kaców Pilch wyróżnia ten jako „Kac – tytan pracy”. I wiele lat upłynęło zanim zdążyłem rozgryźć o co tu tak naprawdę chodzi. Skąd bierze się ta magiczna wena, ten zapał, kreatywność i chęć robienia czegoś nowego. Umiejętność spojrzenia na świat innym okiem i radość z rzeczy, które na co dzień tej radości nie przynoszą. Otóż panie i panowie owy kac włącza w nas tzw. stan uptime czyli stan bycia na zewnątrz. I tutaj definicja mojego kacowego aptajmu (pozwólcie, że spolszczę), trochę różni się od tej naukowej, która mówi o stanie pełnego skupienia, braku dialogów wewnętrznych (a prościej: myśli) i obrazów w głowie. Bo o jakim braku dialogów mowa kiedy patrząc na cokolwiek rozważamy kształt, kolor, historię i właściwie gadamy do siebie samych jak najęci. Bardziej mam tu na myśli pewną zadaniowość, która uruchamia się kiedy mamy wykonać jakąś czynność. Wtedy bez rozważań na temat: podołam czy nie? Bez mało wartościowych obrazów w głowie przedstawiających porażkę, bez całej tej paplaniny myśli dotyczącej spraw z zeszłego tygodnia (co zjadłem na obiad w czwartek?) i spraw, które dopiero mają się wydarzyć (co zjem na obiad w czwartek?) potrafimy zrobić to co sobie założyliśmy kilka sekund wcześniej. Na pierwszy rzut oka i ucha może to brzmieć jak tytuł piosenki Kazika – Polska kraj robotów, jednak to mylne założenie. To właśnie uptime potrafi z nas robić ludzi kreatywnych i zadaniowych, nastawionych na wykonanie planu. Bez rozważań, bez obrazów w głowie, bez rozpraszania się jadącym po ulicy samochodem. Tylko JA i ZADANIE. I takich kaców zarówno wam jak i sobie życzę.
Kilkanaście minut później siedzę przy Krakowskim Przedmieściu i obserwuję biegających ludzi. Czas płynie inaczej. Patrzę w kalendarzyk – jest wtorek. Schylam się niezgrabnie i kolejny już raz zawiązuję sznurówkę, która wyraźnie chce mnie sobą zdenerwować. Znów wygodnie usadzam miejsce gdzie plecy kończą swoją pierwotną formę i ponownie patrzę w kalendarzyk – jest wtorek. Uff nic nie straciłem.
Dokąd państwo tak biegną czyli kacowy poranek w Lublinie
Łukasz Dudkowsk...
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1494
- Wpisów na blogu: 44
- Komentarzy: 271
- Miejsc na mapie: 19


świetne!
nie jestem samotna w cierpieniu! :) dobry tekst
imponująco zaskakująca historia.
mistrzostwo!;D
&o ac ut e; w
Jestem pod wrażeniem!