Po „Kuchennych rewolucjach” w Lublinie Magdy Gessler, postanowiliśmy z przyjaciółmi odwiedzić „Czarcią Łapę”, by naocznie sprawdzić jakie zaszły tam zmiany. Po dość głośnych rewolucjach, lokal przyciągnął dość dużą ilość gości. Na podeście mile pianista przygrywał na fortepianie, obsługa miła i uprzejma a zamówienie zostało przyjęte bardzo szybko, mimo dość sporej ilości gości. Każdy z nas zamówił inne danie, by wyrobić sobie zdanie o serwowanych potrawach i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że jest bardzo dobre, ale mam pewne uwagi do deserów. Tarta z lodami, jak na swoją cenę jest jednak zbyt mała, albo nieco za droga. Nie rozumiem też tego, że jeśli jest mała, to dlaczego podawana jest na dużym talerzu a nie na talerzyku deserowym. Deser czekoladowy także niepotrzebnie na wielkim talerzu, ale najważniejsze, że smaczny.
Co do wystroju, to prawie nic się tam nie zmieniło. Wprowadzone dodatkowe aniołki i niebieskie wnęki w oknach niewiele ożywiły lokal i szczególnie ponura jest część z barem. Mimo wydanych dość dużych pieniędzy na malowanie, jeszcze przez poprzedniego właściciela jest tam trochę ponuro i mało przytulnie. Wprowadzone przez Magdę Gessler obrusy w niebieskie wzorki są tylko w jednej sali, a w drugiej widoczne są stare czartowskie stoliki zakryte tylko w części. Niestety nadal pozostały też stare czerwone, ale podniszczone nieco krzesło – fotele.
Nie jestem architektem wnętrz, ale porównując wiele innych lokali, mogę stwierdzić, że zmiany w wystroju „Czarciej Łapy” nie zachwyciły mnie, ale serwowane tam potrawy są bardzo smaczne i zachęcam choćby do spróbowania.


ale pewnie żarcie trupem nie śmierdziało i to jest najważniejsze :P
jest smaczne :-) i ładnie pachnie
jest teraz ? :)
byłem jakiś czas temu z żoną i przyjaciółmi; ja powiedziałbym, że rewelacji nie ma; jedno z nas zamówiło polędwicę ze szpinakiem, i po podaniu na próżno szukało szpinaku w daniu; kelner odparł, że szpinak się skończył - żenada, bo powinien to powiedzieć przy przyjmowaniu zamówienia; oczywiście cena za danie nie została obniżona, więc mnie niczym nie zachwyciło.
A co ty sobie zamówiłeś, bo nic o tym nie piszesz. Skupiłeś się na deserach a inne dania? Jak smakowały i co nimi było. Uważam, że krytyka jedynie deseru nie odzwierciedla całości. Tak więc, jeżeli, jak piszesz że poszliście spróbować dań, to proszę o szerszą recenzję.
Byłam tam niedawno na urodzinach - było to moje pierwsze i ostatnie wejście do tego lokalu. Przyszliśmy na umówiona godzinę, zastawa, jedzonko, napoje....niby wszystko ok ale przez godzinę nie podano talerzyków, nie można się było doprosić, potem sytuacja się powtórzyła, ale na odwrót, nie można się było doprosić sztućców. Pan ,,dyżurny manager" odpowiedzialny podobno za jedzenie stwierdził, iz to na życzenie solenizantki....nie wspomnę o wędlinach, jakby stare i wysuszone - nie polecam.
Nie wspomnę o tym że ,,dyżurny manager" siedział przy sąsiednim stoliku i popijał w najlepsze ze znajomymi....cóż moze tam są takie zwyczaje, że pracownik ma prawo do picia w pracy.....Nie polecam.
i do nich nie mieliśmy uwag, ba napisałem nawet że były dobre, więc nie ma sensu opisywać szczególów (a były też napoje). Do deserów mieliśmy uwagi i dlatego o nich napisałem. Z komentarzy wynika, że inni gorzej trafili. Z kolei oni nic nie piszą o wystroju, na którym więcej się skupilem, bo mi nie odpowiada.