Dziś, jak co dzień, zaspana rozsuwam zasłony, żeby do pokoju wpuścić trochę światła, wydawało by się wiosennego. Jednak zamiast ciepłego słoneczka, czy choćby zielonej trawy widzę... chodniki całe białe. W pierwszej chwili moja wyobraźnia podpowiedziała mi, że Bóg się nad nami zlitował i cukier się z nieba sypie, jak kiedyś mannę. Ale gdy otworzyłam okno i owiał mnie zimowy, otrzeźwiający chłód, zdałam sobie sprawę, że to śnieg i że to zima, ostatnim podrygiem próbuje jeszcze zawładnąć Lublinem. Ciekawe, na ile jej starczy sił w walce z wiosną?


zimę. Wiosnę też, ale ona nie jest taka biała...:)