właściwie co jedzą biedronki?
jakiś czas temu pojawiła się biedronka w moim pokoju... później zawieruszyła się gdzieś między stosami szpargałów by dziś znów dać się odnaleźć w podłużnym białym przedłużaczu, do którego podłączonym mam komputer a okazyjnie żelazko i ładowarkę do nokii.
Właściwie widziałem ją chyba nawet przedwczoraj, ale dopiero przed chwilą zwróciła moją uwagę. Czym? co ciekawe tym, że się nie ruszała, ciągle obok tej samej dziurki.
Przeczucie często bywa zgubne, czego efektem jest to, że teraz pod wpływem ciepła lampki biedronka coraz śmielej porusza odnóżami, jeszcze jej chodzenie nie wychodzi, ale jest coraz lepiej.
Jeśli tylko dotrwa do wiosny, wypuszczę ją. Nawet gdy się z nią zwiążę jakąkolwiek absurdalną więzią, to i tak otworzę okno i pozwolę jej odejść. Zdarza się, że jest to najlepsze rozwiązanie z możliwych, najlepszy ruch w przegranej partii szachów, który w zasadzie i tak nie uchroni nas przed tym, co wydaje się być nieuniknione.
Jeszcze kilka dni temu wyjeżdżając z Zakopanego kolejny raz minąłem przystanek kolejowy w Poroninie. Słyszałeś kiedyś taką melodię ciszy, kiedy w coś się wpatrywałeś, co wiąże się ze wspomnieniami, nie słyszeć nic, a czuć się, jakby wpływała na Ciebie kojąca muzyka? Kolejny raz wpatrywałem się tam, gdzie jeszcze, wydawałoby się, że chwilę temu czekając na pociąg do Krakowa wpatrując się jednocześnie w opuszczane Tatry stałem z Nią, jak się okazało, ostatni raz. Już wtedy wiedziałem, że to będzie ostatni raz. Gdzieś na tych najciemniejszych rubieżach moich myśli, właśnie tam to się ukrywało. Nie, nie ukrywało się, ono tam było świadomie, coś jakby apteczka samochodowa, wiesz, że jest, masz ją schowaną gdzieś w bagażniku, nie chcesz nigdy jej użyć, nie chcesz o niej myśleć, ale kiedyś zechcesz ją i tak użyć, bo będziesz się musiał z tym zmierzyć.
Dopiero teraz wiem, że to było najlepsze z przynajmniej wtedy jeszcze z najgorszych rozwiązań dla mnie, a dla Niej najlepsze. Nigdy nie chciałbym na siłę zatrzymać mojej biedronki, z jej natury wiem, że lepiej jej będzie tam za oknem, a do tego momentu postaram się ją przygotować. Mam nadzieję, że nigdy do mnie nie wróci, mam nadzieję też, że nigdy już obok stacji w Poroninie nie przejadę, że już nigdy nie odwiedzę Tatr.
Jest to zbudowane wszystko tak głupio, że potrafimy zapamiętać jeden głupi ułamek sekundy, a gdy deklamujemy wiersz przed klasą na lekcji, mamy pustkę w głowie, a naszą sekundę potrafimy przemienić w godzinny film. Pamiętam, z dzieciństwa jedno odwzajemnione ciepłe spojrzenie dziewczyny. Zamieniliśmy kilka zdań z sobą. Miała na imię Marzena, miała niesamowite oczy, jeszcze bardziej niesamowite, niż potrafisz sobie wyobrazić, nie pamiętam nic więcej poza jej imieniem i oczyma, to było chyba już 15 lat temu, Jestem pewien, że mnie nie pamięta.
Biedronka leży na kropkach, do góry nogami, naiwnie będę myślał, że śpi, że jest jej dobrze, mimo, że nie jest. Wiem, że biedronki jedzą mszyce, których nie mam w pokoju, których bym mieć też i nie chciał. Jest to nie do pogodzenia. A gdy już się zgodzę na te mszyce, to z pewnością będzie już za późno dla biedronki...
co właściwie jedzą biedronki?
wszystko zmyśliłem z wyjątkiem imienia Marzena :)
Pozwolę jej odejść...
- Nikt jeszcze nie skomentował

